15 LAT NASZEGO STOWARZYSZENIA

    




Dla upamiętnienia jubileuszu 15-lecia Zarząd SPHW, przy poparciu Zarządu Huty ArcelorMittal i współdziałaniu z Władzami Dzielnicy, planuje zorganizowanie uroczystości, w której wezmą udział członkowie naszego Stowarzyszenia, w tym jego założyciele.

Uczestnicy spotkania otrzymają pamiątkowy medal ufundowany przez panów Stanisława Andrzeja Pawlikowskiego i jego wnuka Mateusza Cenckiewicza. Awers medalu powyżej.

Z uwagi na okres pandemii trudno jest w tej chwili określić konkretną datę tej uroczystości. Spotkanie planowane na dzień 8 października br. nie może się odbyć, gdyż z sondażu przeprowadzonego telefonicznie wśród członków Stowarzyszenia przez kolegów z Zarządu SPHW – Jerzego Romana, Jerzego Staszkiewicza i Stanisława Pawlikowskiego jednoznacznie wynika, że z obawy zarażenia się koronawirusem to jeszcze nie pora na nasze zbiorowe spotkanie. Nasi członkowie z uwagi na wiek są w grupie najwyższego ryzyka.

Jak tylko sytuacja zmieni się na korzystną, Zarząd przystąpi do zrealizowania zamierzenia. Proszę oczekiwać informacji telefonicznej w tej sprawie od upoważnionego członka Zarządu.




Z okazji jubileuszu refleksjami na temat okoliczności powstania Stowarzyszenia podzielili się z nami koledzy: Marek Szulbiński, Kazimierz Bochyński i Tadeusz Konrad - Honorowy Przewodniczący Stowarzyszenia.

Teksty te, wzbogacone o materiał zawarty na stronie "O STOWARZYSZENIU" autorstwa Tadeusza Konrada, odtwarzają historię naszej działalności.




TAKI BYŁ POCZĄTEK NASZEGO STOWARZYSZENIA…

Tekst: Marek Szulbiński

 

Aż trudno uwierzyć, że to już piętnaście lat minęło od czasu, kiedy narodził się pomysł utworzenia organizacji zrzeszającej pracowników byłej Huty Warszawa.

Ja o tym pomyśle usłyszałem wiosną 2005 roku od śp. Zofii Bieguszewskiej-Kochan, dziennikarki prowadzącej przez wiele lat radiowęzeł Huty Warszawa i redagującej czasopismo „Hutnik Warszawski”. Byłem wówczas pracownikiem Stowarzyszenia Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów (SPWiR), którego prezesem był mgr Władysław Kółeczko, długoletni, zasłużony pracownik Huty. W mojej obecności pani Zofia wielokrotnie rozmawiała z panem prezesem o potrzebie zorganizowania warszawskich hutników w grupę społeczną, która pomogłaby przywrócić dobre imię Hucie Warszawa i jej pracownikom. Prezes Kółeczko wyraził zgodę i wydelegował mnie do współpracy z panią Kochan. Upoważniał mnie do tego fakt, że byłem pracownikiem Huty przez 23 lata na kilku stanowiskach, w tym 16 lat jako Rzecznik Patentowy i kierownik Zespołu ds. Wynalazczości.

Ustaliliśmy termin spotkania grupy osób – byłych pracowników Huty Warszawa, których udało się zainteresować ideą utworzenia organizacji, a które można nazwać zebraniem założycielskim. Odbyło się ono w czerwcu 2005 roku w siedzibie Stowarzyszenia Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów.

Wzięło w nim udział 21 osób. Byli to: Zofia Bieguszewska-Kochan, Krystyna Derlatka, Wiesław Gemza, Władysław Gorzelak, Henryk Grzeszczuk, Tadeusz Konrad, Zbigniew Kot, Władysław Kółeczko, Kazimierz Krzesiński, Roman Krzeszowski, Jerzy Masternak, Andrzej Miłkowski, Edward Mizikowski, Regina Pacyna, Włodzimierz Sawicki, Wanda Starościak, Karol Szadurski, Marek Szulbiński, Halina Wasilewska, Alicja Wejrzanowska, Józef Wocial.

Faktycznym liderem zebrania był dyr. Tadeusz Konrad, który wkrótce został formalnie prezesem Zarządu, w skład którego weszli: Zofia Bieguszewska-Kochan – sekretarz, oraz członkowie: Stanisław Kramarz, Andrzej Miłkowski, Karol Szadurski, Halina Szerszeń i Marek Szulbiński.

Rejestracja Stowarzyszenia, któremu ostatecznie nadano nazwę Stowarzyszenie Przyjaciół Huty Warszawa, nastąpiła dnia 29 września 2005 roku.

Takie to były początki. Potem nastąpił znany nam wszystkim dynamiczny rozwój, który trwa do chwili obecnej i który – mam taką nadzieję – będzie trwał nadal.




MINĘŁO PIĘTNAŚCIE LAT

Tekst: Kazimierz Bochyński


I tak oto minęło 15 lat od czasu, gdy grupa zapaleńców – przyjaciół, kolegów, postanowiła stworzyć organizację. Organizację zrzeszającą podobnych do nich ludzi – pracowników warszawskiej huty stali, a także tych, dla których słowa Huta Warszawa nie były pustym dźwiękiem, lecz miejscem ważnym dla stolicy i kraju, a przede wszystkim dla nich. Tak powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Huty Warszawa.

O historii powstawania tego zakładu, a także o ponad sześćdziesięciu latach produkcji stali szlachetnych na urządzeniach tam zainstalowanych, napisano już wiele.

Stal tę i wyroby z niej produkowali ludzie, i to oni byli i są Hutą Warszawa, dziś zwącą się ArcelorMittal Warszawa. Życiorys każdego z tych ludzi to cząstka Huty. Przychodzili do huty z różnych stron. Przychodzili i młodzi, i już doświadczeni życiowo. Życie wielu składało się z zakrętów. Mieli różne zainteresowania i zawody. Byli wśród nich analfabeci i poeci. Dyplomaci i rolnicy. Postanowili jednak zostać hutnikami. Liczyli, że ten zakład stanie się dla nich przystanią na dalsze życie. Jedni integrowali się ze współpracującymi kolegami, inni nie wytrzymywali trudów hutniczego żywota i odchodzili szukając innego miejsca dla siebie.

Ci, co zostawali, wiązali z Hutą swój los często na dziesiątki lat. Byli i są dumni ze swojej pracy, choć była ona często bardzo trudna. Myślę, że taka właśnie duma pobrzmiewa w wierszach poety-hutnika Zbigniewa Tadeusza Kota, gdy w wydanym w 1982 zbiorku „Nie wszyscy milczą” pisał:

           „Gwałtowny strumień, rozgrzewany

          Gorąc

          Dymem mnie dławi

          Nie pozwala oddychać pełnymi płucami,

          O, jak mocno biją dzwony mojej krwi.

          Stal się topi, stal!”

          Ryczą przeładowane piece

          Stalowni Warszawskiej Huty;

          Unosząc rdzawoszare kłęby

          Elektrobłyskawice, grzmoty!

          Topią stal, stal szlachetną”

Trud pracy hartował i nie zniechęcał. W wierszu Tadeusza Kota czytamy przecież:

          „Ile ogniw w łańcuchu życia

          Pospawałem pieśnią wczorajszą

          dzisiejszą. I co dzień tak samo

          Tak przez trzydzieści pięć lat – dla Ciebie!

          Zawarte w tym łańcuchu jest moje życie

          Dłonie czystej pracy –

          Robotnicze dłonie. ”

Inni prozą opowiadali o swej pracy i swojej dumie z dokonań. I tak powstały cztery książki w opracowaniu, nieżyjącego już niestety, nieodżałowanego przyjaciela Huty Warszawa, pana Leszka Lachowieckiego. Autorami są hutnicy:

          - „Ludzie ze stali” - wyd. 2007 r.

          - „Historia stalą pisana” – wyd. 2014 r.

          - „Huta Warszawa – miasto, społeczność, kultura” – wyd. 2014 r.

          - „Ludzie Huty” – wyd. 2017 r.

We wspomnieniach autorów jawią się dzieje załogi Huty. Opisują swoją przeszłość „przed hutą”, pracę i rozrywkę, zdobywanie wykształcenia, awanse, przyjaźnie, zwycięstwa i gorycze porażki. Wszystko to pisane sercem. Często występuje zbitka: huta – matka.

Gdy zadaję sobie pytanie, czy potrzebne było wspomniane na wstępie stowarzyszenie, myślę, że jego powstanie było nieuniknione. Było ono nie tylko wynikiem reakcji na często pojawiające się w przestrzeni publicznej negatywne oceny budowy i pracy Huty Warszawa, ale także wynikiem tęsknoty ludzi huty za sobą i za zakładem.

Ci dumni ludzie nie mogli znieść ignorancji i złej wiary ludzi oceniających „ich Hutę”. Trudno było reagować na „wyskoki” ignorantów w pojedynkę. Stowarzyszenie to zupełnie co innego. Nie dziwota więc, że szybko rosły jego szeregi. Żadna sala w budynkach Huty nie była i nie jest w stanie pomieścić wszystkich chętnych. A oni nie chcą spotykać się gdzie indziej. Oni chcą BYĆ w Hucie. Doskonale rozumieją zaistniałą potrzebę zmian polityczno-społecznych. Obecna huta, mimo że zmieniona, jest ICH hutą. Chwalą się nią, pokazując jak ludzie wyrośli ze „starej gwardii”  szybko opanowali nowe technologie i huta PRACUJE! Jedyny wielki zakład przemysłowy w stolicy, który przetrzymał transformację.

A jak bronią dobrego imienia zakładu – niech świadczą choćby te przykłady: gdy w Internecie na blogu „Pańska Skórka” pojawiło się omówienie nowo wydanej książki Jarosława Zielińskiego pt. „Bielany. Przewodnik historyczny”, w której autor umieścił szereg nieprawdziwych i tendencyjnych informacji o Hucie Warszawa, nie tylko ostro zareagowali na insynuacje na tym blogu, ale poprzez Stowarzyszenie doprowadzili do spotkania z autorem (przy udziale władz dzielnicy). Trzeba było posłuchać wypowiedzi hutników! Skutek: autor zmienił treść rozdziału traktującego o hucie i drugie wydanie książki zmianę tę zawiera.

Profesor Karol Modzelewski – historyk, polityczny opozycjonista z czasów Polski Ludowej, mieszkaniec Bielan, w czasie dyskusji w telewizji w 2017 roku poddał w wątpliwość istnienie huty. Hutnicy i na to zareagowali. Stowarzyszenie zaprosiło K. Modzelewskiego do huty i 4 kwietnia 2017 roku profesor zwiedził hutę. Na późniejszym spotkaniu wyraził swoje zaskoczenie tym, co zobaczył, i zadowolenie z tego, że hutnicy są tak zintegrowani.

Zorganizowani już hutnicy szybko znaleźli zrozumienie i wsparcie ze strony kierownictwa sprywatyzowanego już zakładu, a także władz Dzielnicy Bielany. Skutkowało to doprowadzeniem do nazwania skrzyżowania ulic Kasprowicza i Lindego „Rondem Warszawskich Hutników” i przywróceniem obchodów Dnia Hutnika. Obydwa wydarzenia są dumą hutników.

 

15 lat istnienia Stowarzyszenia to także wiele innych inicjatyw jego członków. Nie będę ich wymieniał. Nie o to przecież, w moim przekonaniu, chodzi. Uczestniczę w spotkaniach Stowarzyszenia. Patrzę na uśmiechnięte twarze i siwe głowy uczestników. Słucham, jak z zapałem dyskutują, ściskają się wzajemnie. Za każdym razem widać, że tęsknią za sobą. Znam większość z nich. Pamiętam, jak zacięcie walczyli o swoje racje wtedy, gdy jeszcze aktywnie pracowali. Oni pokazują, jak można się różnić przyjaźnie. Myślę przy tym, że wielkim osiągnięciem Stowarzyszenia jest niedopuszczenie do jego upolitycznienia. Nigdy na tych spotkaniach nie zauważyłem choćby cienia ansy wynikającej z różnicy poglądów politycznych.

I oby tak zostało.



15 LAT ZE STOWARZYSZENIEM

Tekst: Tadeusz Konrad


29 września 2020 roku przypada 15. rocznica zarejestrowania Stowarzyszenia Przyjaciół Huty Warszawa.

Zebraliśmy się w czerwcu 2005 roku. Towarzyszyło mi 20 byłych pracowników Huty Warszawa. Myślę, że warto dziś jeszcze raz wymienić ich nazwiska. Byli to: Zofia Bieguszewska-Kochan, Krystyna Derlatka, Wiesław Gemza, Władysław Gorzelak, Henryk Grzeszczuk, Zbigniew Kot, Władysław Kółeczko, Kazimierz Krzesiński, Roman Krzeszowski, Jerzy Masternak, Andrzej Miłkowski, Edward Mizikowski, Regina Pacyna, Włodzimierz Sawicki, Wanda Starościak, Karol Szadurski, Marek Szulbiński, Halina Wasilewska, Alicja Wejrzanowska, Józef Wocial.

Dorobek działalności Stowarzyszenia jest znaczny.

Z inicjatywy Stowarzyszenia wydano 4 książki zawierające fakty z życia Huty i sylwetki wielu hutników.

Współpracujące z nami Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Warszawa w Europie zorganizowało na Bielanach 5 wystaw fotograficznych i dwie wystawy pamiątek o Hucie Warszawa. Stowarzyszenie to organizowało też systematycznie projekcje o Hucie Warszawa w Internecie.

Podjęliśmy wygraną walkę o to, aby mieszkańcy hutniczych osiedli nie dali się sprzedać wraz z mieszkaniami.

Przywróciliśmy na Bielanach obchody Dnia Hutnika.

Władze miasta i dzielnicy nadały jednemu z rond na Bielanach imię „Hutników Warszawskich”. Tu mieściła się kiedyś końcowa pętla autobusu 110. Stąd – przed laty – pracownicy Huty piechotą, polną drogą szli do pracy. Każdego roku – z okazji Dnia Hutnika uroczyście maszerujemy tą trasą do warszawskiej Huty na obchody naszego hutniczego święta.

Jako założyciel Stowarzyszenia, z okazji tego Jubileuszu przekazuję wszystkim warszawskim hutnikom – także członkom naszego Stowarzyszenia serdeczne pozdrowienia i życzenia pomyślności i zdrowia. Składam też hołd wszystkim tym, którzy już odeszli.

„Dla upamiętnienia jubileuszu 15-lecia Zarząd SPHW ….planuje zorganizowanie uroczystości…” (to fragment wpisu na stronie internetowej). Będzie nawet medal pamiątkowy. Z jakiegoś nieznanego mi powodu przygotowania do tej uroczystości odbywają się niestety bez mojego udziału. Dlatego tym tekstem dołączam się do programu jubileuszu.