AKTUALNOŚCI. NASZE SPRAWY



Rzeźba „Hymn Warszawianka”,  zwana przez hutników "Hutniczą Nike" - autorstwa Teresy Brzóskiewicz-Stefanowicz (1929-2020) stoi przed Hutą ArcelorMittal Warszawa.




Spełniając prośbę kolegów informujemy, że wiadomości o Hucie ArcelorMittal Warszawa, zamieszczane w "Jedynce", znajdują się na stronie internetowej:

www.arcelormittal-warszawa.com





TRUDNE CZASY Z KORONAWIRUSEM

 

Tekst: Stanisław Andrzej Pawlikowski        

 

My, emeryci, w obecnej chwili nie mamy „wesołego życia staruszka” – żyjemy w ogromnym stresie, ale i bojaźni, czy aby koronawirus już mnie nie zaatakował. Moje życie zmieniło się radykalnie. Wychodzę z mieszkania tylko po to, by kupić podstawowe produkty. Wchodząc do sklepu jestem bacznie obserwowany przez personel, czy na pewno mam maseczkę na twarzy. Raz „się zapomniałem” i wszedłem zamyślony do sklepu bez przepisowej maseczki.

- Halo, panie, gdzie osłona na twarz? Proszę wyjść na zewnątrz – krzyknęła pani z personelu sklepu.

Założyłem na nos ten – jak to określił mój sąsiad – „namordnik”, spryskałem też ręce, ale czułem, że nadal byłem obserwowany, zresztą nie ja jeden. Usłyszałem ten sam niewieści głos, ale już wrzeszczący dość niewybrednie i kwieciście na młodego klienta sklepu.

Od tamtej pory posłusznie zakładam na nos maseczkę, ale tak prawdę mówiąc nie wiem, co ona daje. Przypuszczam, że tanie nie spełniają wymogów sanitarnych, kupiłem więc te najdroższe. Przynajmniej się w nich nie duszę i okulary mi nie zaparowują.

Miesiąc temu listonosz dostarczył mi zaproszenie na góralski ślub i ucztę weselną do… Poronina i Białego Dunajca. Miałem dylemat – jechać czy nie jechać? Przecież to mój bratanek się żeni – krew z krwi Pawlikowskich „Blachorzy”. Ale południe Polski epidemiologicznie było „na czerwono”. No i nie pojechałem.

Mój sąsiad, Jurek Staszkiewicz, udający się na swój codzienny spacer, przechodząc pod moim mieszkaniem naciska domofon.

- Stachu, jesteś  w domu? – pyta.

- A gdzie mam być? – odpowiadam.

- No to otwórz, idę do ciebie.

I wchodzi – szczelnie zasłonięty, nawet rękawiczki ma na rękach.

- Cholera – powiada – wiesz, ile jest dzisiaj zarażonych? Ponad trzy tysiące. Byłem w przychodni, bo lekarstwa mi się kończą, a tam, cholera, tyle ludzi, że odesłali mnie z kwitkiem. Kazali telefonicznie się umówić i podać, jakie lekarstwa są mi potrzebne. Popatrz, Stachu, co to się porobiło – nie ma bezpośredniej rozmowy z lekarzem. Miałem też pojechać do sanatorium, ale przepadło. Syn  mi kategorycznie zabronił Powiedział: jeszcze mi tylko kłopotu z twoją chorobą potrzeba.

Prawdę mówiąc, moja sytuacja nie jest taka zła – obie córki codziennie dzwonią. Danusia ostatnio była dwa miesiące w Warszawie, codziennie mnie odwiedzała. Gorzej jest z rodziną Lucynki, która mieszka w Szwecji. Z wnukiem i zięciem nie widziałem się od półtora roku, gdyż akurat ostatniego października ubiegłego roku miałem operacje i tylko Lucynka mogłą być przy mnie, ale i Jurek Staszkiewicz codziennie bywał u mnie, za co mu chwała. A od marca już pandemia i ograniczenia z nią związane.

Obserwując otoczenie widzę, że ludzie nie są zdyscyplinowani. Na przystanku stoją obok siebie bez maseczek. Gdy podjeżdża autobus zakładają maseczki, bo kierowca – jak pani w sklepie – może zwrócić uwagę, a nawet nie wpuścić do pojazdu. W Leclercu są stanowiska do spryskiwania dłoni, co niewielu czyni, a personel nie reaguje. Słyszałem też narzekania, że  niektórzy od tego płynu dostali jakiegoś swędzenia skóry.

Przez pandemię został zerwany  bezpośredni kontakt towarzyski. Pytam znajomych, czy ktoś z nich był ostatnio w kinie czy w teatrze – nikt nie potwierdził. Nawet nasze Stowarzyszenie Przyjaciół Huty Warszawa odłożyło planowane na 8 października jubileuszowe spotkanie na bliżej nieokreślony termin po pandemii. Została więc tylko książka, telewizja i spacery, ale z dala od ludzi, szczególnie od tych, którzy nie mają maseczek.

W komunikacji miejskiej odwracam się w stronę okna, by choć w taki sposób odizolować się od otoczenia.

Niestety, kilka tygodni temu zachorowałem. Wezwanie karetki pogotowia to niewiarygodny poemat. W końcu dotarłem do szpitala, usadowili mnie w sali przyjęć. Czy czytelnik tego tekstu może sobie wyobrazić, aby w szpitalu przez dobę czekać na pomoc lekarską? Miałem wrażenie, jakby cały personel chciał mi powiedzieć: człowieku, odważyłeś się chorować w czasie pandemii? A przecież ten szpital nie był zakaźnym. Po kuracji, po jakimś czasie wróciłem do domu, ale ponieważ nie było poprawy, ponownie zgłosiłem się po pomoc do tego samego szpitala, uważając, że ci lekarze powinni zweryfikować swoją wcześniejszą źle postawioną diagnozę. Nie przyjęto mnie.

- Czy nie widzi pan, ilu tu chorych? To pandemia, lekarze są tam potrzebni.

No i jak zwykle córka zadzwoniła do prywatnej kliniki. Tam nie było żadnego problemu w postawieniu właściwej diagnozy i uzyskaniu szybkiej pomocy. Myślę, że pandemia jest po trosze przykrywką niewydolności źle zorganizowanej polskiej służby zdrowia.

Jestem też przerażony oglądając w telewizji transmisje imprez sportowych, gdzie setki rozentuzjazmowanych kibiców w różnym wieku – starych i młodych, nie zasłaniają nosa i ust. Podejrzewam, że niejeden z nich przyczynił się do wzrostu zachorowalności na COVID-19. Nikt nie reaguje, pytam się więc, kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy? I sam sobie odpowiadam – to system organizacji państwa ponosi pełną odpowiedzialność za to, co dzieje się w kraju.


Drodzy Koledzy hutnicy! Nie dajmy się tej, ani żadnej innej chorobie! Dbajmy o własne zdrowie i zdrowie naszych rodzin.

Mamy przed sobą jeszcze tyle do zrobienia. Czeka nas przecież spotkanie z okazji 15-lecia naszego Stowarzyszenia, tradycyjna impreza noworoczna, piąty marsz hutników, piknik hutniczy, a przede wszystkim zebranie sprawozdawczo-wyborcze. Dlatego w dobrym zdrowiu musimy ten trudny okres przetrwać i ponownie cieszyć się z możliwości wzajemnych spotkań.





I O CO CHODZI? O CO CHODZI…?

 

Tekst: Stanisław Andrzej Pawlikowski

 

W dniu 27 maja o godzinie 14.00 w stacji radiowej „Radio dla Ciebie” odbyła się publiczna dyskusja na temat uciążliwości huty dla mieszkańców Młocin.

Temat jest stary, albowiem już w początkach lat dziewięćdziesiątych usiłowano zlikwidować hutę, bo: smrodzi, powoduje duże zapylenie, wytwarza ogromny hałas. Ale już w tej starej hucie dokonywano ogromnych inwestycji likwidujących hałas i nadmierne zapylanie. Nie ma jednak porównania z tym, co robi w tej materii obecna Huta ArcelorMittal Warszawa. Dzisiaj wszystkie te negatywne czynniki zostały nieomalże wyeliminowane. Lecz tam, gdzie drwa rąbią, wióry lecą..., ale nie jest to szkodliwe dla sąsiadów huty.

Argumenty padające przez przedstawicieli samorządu mieszkańców Młocin nijak się mają do rzeczywistości. ArcelorMittal – właściciel terenów po byłej Hucie Warszawa sprzedał zbędną, nieużytkowaną przez siebie część działki, a nabywca na tym terenie buduje domy mieszkalne w pobliżu granicy z hutą.

Pytam, czy to jest normalne? Dlaczego huta ma zezwalać, by po jej terenie odbywał się transport dla tej budowy? Ciekawi mnie, kto wydał pozwolenie na tę budowę w bezpośrednim sąsiedztwie z zakładem przemysłowym? Dlaczego protestujący dzisiaj mieszkańcy Młocin nie przeciwstawiali się tej budowie wcześniej?

Przypominam, że od pewnego czasu w prasie „Echo Łomianek i Bielan” prowadzona jest dezinformująca czytelników kampania na temat „prawdy” o hucie – patrz nr 4/356 z dnia 9 marca 2020 r., artykuł podpisany inicjałami BD. Dziwię się, że samorząd mieszkańców Młocin pozwala sobie na taki fałsz.

A przecież redakcja „Nasze Bielany” w numerze 1-2.2020 roku (styczeń-luty) zamieściła artykuł Artura Giewartowskiego, kierownika utrzymania ruchu w Hucie ArcelorMittal, w którym autor przedstawił strategię zakładu na najbliższe lata dotyczącą inwestycji środowiskowych skierowanych głównie na obniżenie emisji hałasu. Dwa projekty zostały już uruchomione, następne są na etapie opracowania koncepcji i dokumentacji. Huta ArcelorMittal Warszawa od wielu lat spełnia wszelkie obowiązujące normy dotyczące emisji pyłów i gazów, gospodarki odpadami oraz emisji hałasu. Jednak mieszkańcom osiedli, które – niestety – powstają w coraz bliższym sąsiedztwie zakładu, zaczynają przeszkadzać odgłosy produkcji. Warto podkreślić, że huta na tym terenie produkuje stal nieprzerwanie od ponad 60 lat.

Wychodząc naprzeciw postulatom sąsiadów, kierownictwo huty w ubiegły roku zleciło specjalistycznej firmie zewnętrznej wykonanie aktualizacji  mapy akustycznej zakładu. Analiza miała na celu uaktualnienie wskazań oraz opracowanie planów modernizacyjnych, jakim należy poddać wybrane instalacje sprawiające kłopot.

Ta audycja radiowa pozwoliła nam, byłym pracownikom Huty, przyłączyć się do grona jej rzeczowych obrońców. Będziemy bronić dobrego jej imienia.

Ci, co demagogicznie uważają, że huta jest niepotrzebna, niech dadzą przykład i zrezygnują ze swoich samochodów, niech nie jeżdżą metrem, tramwajami, niech kupią sobie trampki i chodzą na piechotę. Ale oni tego nie zrobią. Im stal jest potrzebna, tylko produkowana być może w Chinach. A druga sprawa – po co kupowali mieszkania w tak bliskim sąsiedztwie zakładu przemysłowego. Nie mogą się zasłaniać, że go nie zauważyli. Kominy huty widać z odległości wielu kilometrów. Popełnili błąd w wyborze, a konsekwencje tego chcą zrzucić na innych. Kłania się „prawo Kalego…”.




GRATULUJEMY SUKCESU WYBORCZEGO PRZYJACIOŁOM STOWARZYSZENIA PRZYJACIÓŁ...



Z przyjemnością informujemy, że nasi sprawdzeni przyjaciele: Pani Anna Czarnecka, Pani Magdalena Lerczak, Pan Włodzimierz Piątkowski oraz Pan Grzegorz Pietruczuk z woli wyborców – mieszkańców Bielan, a wśród nich i nas, zasiądą w ławach Rady Dzielnicy Bielany w nadchodzącej kadencji.

Serdecznie im gratulujemy!